Navigation Menu+

Czy Słowacki miał rację?

Wysłane Paź 8, 2016 przez | Copywriting

Łatwo się mówi: „chodzi o to, aby język giętki powiedział, to co pomyśli głowa. Tak, bardzo łatwo Panie Słowacki. Szkopuł w tym, że mową, która ma wyrażać nasze uczucia, zawiaduje inna część mózgu. Rodzi to problemy, przy których Pana okrzyk wojenny, Panie Słowacki, brzmi niezwykle pusto.

Brzmi jak niespełniona obietnica, jest jak zardzewiały statek, który nigdy nie wypłynął z portu, choć szykowano go na odkrycie nowych, odległych lądów. Tak się to Pana zdanie panoszy wszędzie – w zimę sypie razem ze śniegiem, latem objawia się wielką burzową nawałnicą, a na wiosnę – żądli. Najgorsza jest jednak jesień, kiedy „chropowatości chodnika oczyszczone z piasku do ostatniego ziarenka*” budzą niewymowną pustkę. Koniec wegetacji, język giętki pozostał, żuje gumę, głowa nie myśli. Szykuje się do zimowego snu.

Jak widmo, zły duch, echo, które nie chce zamilknąć, tak kroczy za mną słów kilka: „chodzi o to, aby język giętki powiedział, to co pomyśli głowa”. Słowacki forever, na moje nieszczęście. Pierwszy raz zobaczyłem to zaklęcie w szkole, od tamtej pory, jak lampa błyskowa razi, gdy naokoło martwa ciemność. Błyska i gaśnie, jak skurcz, orgazm, ucieka. Zapewnia obietnicę, ale trwa tylko przez chwilę, tak krótką, że nie da się nigdzie zapisać tego olśnienia.

Myślę już sobie, że może rację miał Jack Kerouac, który w pogoni za prędko uciekającą myślą wpadł na genialny w swej prostocie pomysł – zapisywał wszystkie pędzące błyski na papierze toaletowym. Wow, pomyśleć można, ale to i tak nie rozwiązuje problemu. A on właśnie, ten szkopuł, kryje się w mózgu.

Układ trzymający władzę

Jest taki jakby piorunochron, który wszystkie – rodzące się gdzieś na obrzeżach – wichry, grzmoty i błyskawice sprowadza do parteru, zamyka w klatce jak dzikie zwierzę i nie pozwala choćby wyjrzeć na chwilę. Warunkowo pozwala, żeby kilka razy zapukać, przypomnieć o sobie w chwilach niepewności.

Wtedy to pojawia się mowa, która zdolna jest do wszystkiego, myśl – mogąca zalać każdy papier genialnym odkryciem, ale już po chwili brakuje… słów. To jak chłopak kochający dziewczynę wie, że jej pragnie, ale kiedy dochodzi do wyrażenia TYCH słów, pięknych stwierdzeń i elaboratów, to ten nieszczęśnik musi cytować innych wielkich, łącznie z Panem, Panie Słowacki. Bo sam jest blokowany przez układ trzymający władzę – kryjący się pod zmurszałymi płatami mózgowymi – układ limbiczny. A raczej jego niezdolność do zarządzania mową.

Za to odpowiada kolejny podejrzany – neocortex (kora nowa), najmłodszy nabytek mózgu, który co prawda odróżnia nas od zwierząt, bo mówimy i mamy kulturę, ale nie potrafi współpracować z układem limbicznym. Rodzi to sytuacje w stylu: pustka w głowie, gdy coś wiemy, ale nie potrafimy wyrazić tego słowami. Stwarza to wielkie zagrożenie dla pisarzy, kiedy są już blisko tych słów, które szukają, ale ciągle jakoś daleko od tych najwłaściwszych.

Układ limbiczny to intuicja, kora nowa to racjonalność. Choćbyśmy nie wiem, jak chcieli, nie uda nam się zaufać tylko i jedynie jednej z tych części mózgu. Z jednej strony coś nam podpowiada, że problem można rozwiązać w dany sposób (intuicja), ale nie mamy na to dowodów, więc kierujemy się do racjonalnego osądu i wybieramy to, co potwierdzić można liczbami i analizami. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że pierwotne uczucie (intuicja, głęboko zakodowane w nas od 150 milionów lat) ma pewnie racje, ale wychowani w społeczeństwie, gdzie intuicja i przeczucie to czary, stawia się na racjonalny osąd.

Dlatego Panie Słowacki…

Są ludzie, którzy ufają intuicji w 100%, ale to odważne bestie mogące sobie pozwolić na ryzyko. Słuchają tego głosiku, ledwo słyszalnego, zakopanego gdzieś głęboko w układzie limbicznym, który mówi, jak zrobić. Ufając mu, prowadzeni przez jego tajemną, wiekową moc, idą przez życie.

Jednocześnie tylko niektórzy i najwięksi potrafią ubrać w to słowa. Dlatego, łatwo się mówi, Panie Słowacki. Łatwo się mówi, kiedy nie myśli się o tych wszystkich zależnościach, kiedy jest się poetą wierzącym w unoszące nad ziemią natchnienie. Wtedy można wyrazić, co pomyśli głowa i przełożyć to na mowę sięgającą tam, gdzie powinna, trafiająca w czuły punkt – w starą krainę w mózgu, w którą wyposażony jest w każdy człowiek, a która wyraża wszystkim znane emocje: strach, wstyd, szczęście smutek…

Trafiający w ten punkt, w samą dziesiątkę na tarczy, jest mistrzem słowa. I czytając to, nie wiemy, dlaczego akurat TO do nas trafia, co to za magiczne zaklęcie, toż to znalazło klucz do naszego serca. Tak, dlatego, choć jest Pan mistrzem słowa, Panie Słowacki, Pana okrzyk wojenny, nijak ma się do rzeczywistości.

6 komentarzy

  1. Wychodzi na to, że nie tylko miłość, ale też słowa to sama chemia.

  2. ” intuicja i przeczucie to czary” – To chyba właściwy opis tego co rodzi nam się w głowach…

    • Och, żeby te czary zawsze czarowały innych (klientów) 🙂

  3. „Myślę już sobie, że może rację miał Jack Kerouac, który w pogoni za prędko uciekającą myślą wpadł na genialny w swej prostocie pomysł – zapisywał wszystkie pędzące błyski na papierze toaletowym.”

    Zaintrygował mnie ten papier – jak szorstki musiał wówczas być, że znosił pisanie po nim? 😉

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *