Navigation Menu+

Emocje w pisaniu. Walczyć czy zaakceptować?

Wysłane Paź 8, 2016 przez | Copywriting

Proces pisania to temat na kilkutomową powieść. Co właściwie oznacza? Czy da się go określić, zmierzyć, wcisnąć w wąski gorset norm? Jest oczywiście cała góra mądrych książek traktujących o tym zagadnieniu, jednakże naukowość w nich zawarta nie odpowiada na kluczowe zagadnienie. Co czujemy, pisząc? Jak sobie radzić z własnymi emocjami?

W zależności od tego, co chcemy przenieść na papier czy ekran komputera, możemy odczuwać:

radość i podniecenie (list do ukochanej osoby)

złość i frustrację (skarga)

skupienie (pismo urzędowe)

zdenerwowanie (zlecenie od klienta, gdy czas nagli)

wdzięczność (podziękowania)

wiele różnych emocji (powieść, biografia, wspomnienie)

Z drugiej strony…

Powyższy opis emocji nie musi oczywiście odpowiadać każdej z tych sytuacji. Niewykluczone, że pisanie listu do osoby, którą kochamy stanie się udręką, a głównym powodem tego stanu będzie deficyt słów, których akurat brakuje w tym momencie. Są banalne: „kocham”, „tęsknie”, ale to frazesy, a chcemy przecież napisać coś wyjątkowego.

Takie same banały mogą nas irytować, gdy chcemy komuś podziękować. Można jak w zwyczaju powiedzieć „dziękuję” nawet trzy razy, ale w środku czuć, że to za mało.

W sytuacji pisania skargi sytuacja jest trochę inna. Są osoby czerpiące wielką radość, gdy mogą komuś – mówiąc potocznie – „dokopać”. Dlatego też wszelkie skargi i reklamacje mogą być dla kogoś po prostu rozrywką.

Zdenerwowanie jednych obezwładnia, drugich napędza do działania. W każdym z tych przypadków nie ma jasnej i czytelnej reguły.

Słuchaj, co szepczą Twoje emocje

Warto jednak wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos za każdym razem, gdy siadamy do kartki. Jeśli radość, podniecenie czy wdzięczność kieruje nas w rejony oczywistości, skorzystajmy z pomocy otoczenia. Rozejrzyjmy się wokół siebie, popatrzmy tam, gdzie nie patrzą inni. Może właśnie w tych rejonach czai się olśnienie. Obserwujmy ludzi i przyrodę, filtrujmy to wszystko na swój sposób, zdania same ułożą się w ciekawą treść.

Jeśli podczas pisania skargi czy reklamacji odczuwamy złość, frustrację czy odmiennie – radość, zapytajmy się samych siebie: dlaczego? Czy faktycznie mój stan ma przełożenie na załatwienie danej sprawy? Przecież w takim stanie możemy przekroczyć granicę, napisać coś, czego później będziemy się wstydzić. Kiedy już ochłoniemy, a kurz opadnie, nie będziemy mogli uwierzyć w to, co napisaliśmy.

Na zdenerwowanie jest dobry sposób – oczywiście dla tych sparaliżowanych (jeśli stres Cię nakręca to – powiedzmy – że to dobre paliwo). Najlepiej nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, jeśli mamy dużo obowiązków – warto zacząć od zadań trudniejszych, a te łatwiejsze zostawić na później. Ktoś powie, łatwo się mówi, przecież czasami na nic nie ma czasu (duża ilość zleceń itd.). To prawda, lecz jeśli wiemy, że będzie trudno, że spiętrzona fala zadań uderzy w nas jak tsunami, warto przekroczyć swoje 8 godzin pracy i załatwić to od razu. Lepiej mieć to z głowy.

Emocje w pisaniu są niezbędne. Pozwalają tchnąć prawdziwą wartość w naszą treść. Warto jednak wiedzieć, co nami kieruje, znać to i nazwać po imieniu, traktować te stany jak zwierzaki czy najlepszych przyjaciół. Oswoić się z nimi, by nami nie zawładnęły.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *