Navigation Menu+

Gęsto od copywriterów

Wysłane Lip 14, 2017 przez | Copywriting

W każdej branży istnieje – mniejsza lub większa – konkurencja. To ważne i niezbędne, by klienci mieli dostęp do różnych wykonawców świadczących – lepsze lub gorsze – usługi. Mają prawo wyboru, co jest czymś zbawiennym w rzeczywistości wolnorynkowej (w przeciwieństwie do gospodarki centralnie sterowanej). Zdaje się jednak, że w branży copywriterskiej ścisk jest przeokrutny, zbyt duży, jakby nakręcony sztucznie i niepotrzebnie. Jeśli tak jest, to warto się zastanowić dlaczego?

Głos ludu

No tak – ktoś zaraz wejdzie mi w słowo – a w mojej to myślisz, że jest lepiej? Walczę o klientów od rana do świtu!

Inny doda: e tam, użalasz się nad sobą. Bierz nogi w troki, jak ci się nie podoba, to nie miejsce dla frajerów!

Pan Janusz zaś z firmy “Krzak” sprzeda mi patent na szczęśliwe życie: zamiast narzekać i rozpisywać te brednie, zabierz się do pracy!

Mądrala z Facebooka wspomni o tym, że za ten czas, co teraz marudzę, mógłbym już napisać 3 teksty o defibrylatorach lub przyłbicach spawalniczych.

Dobra, dobra, ja to wszystko rozumiem, nie neguję, że w innych branżach jest podobnie, nawet uważam, że bywa gorzej, trafiają też do mnie inne argumenty, ale pytanie pozostaje pytaniem, a sedna nie widać. No więc dlaczego?

No to zostanę… copywriterem!

Dla znajomych z branży moje wnioski nie będą zaskoczeniem, dla innych jednak mogą być pewną ciekawostką, która nadaje się do tzw. wiedzy bezużytecznej. Wiecie, zawsze warto spróbować, bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który zajadając się kanapkami z żółtym serem i rukolą, popijając poranną zimną kawę, nie przeglądał zdjęć kotków, misia koali i Paris Hilton lub nie czytał artykułu w stylu 1000 sposobów na to, jak skończyć swoje życie? No właśnie, kamienie nie lecą (chyba że jakieś małe), no to mogę zaczynać.

1. Copywriterem może zostać każdy. Nie mówię tego z przekory ani żeby kogoś wkurzyć. Odwrócę zdanie dla lepszego zrozumienia: każdy może zostać copywriterem. To prawda. Możesz w pewien dzień sobie pomyśleć: liczyć nie umiem, nie mam szans w finansach, prowadzić auta też nie – kierowcą zawodowym więc nie zostanę, przedstawicielem handlowym nie będę, bo nic sobą nie przedstawiam… Ale, ale, przecież pamiętam, że ostatnio napisałem takiego długiego posta na fejsie i nawet dostałem za niego 5 lajków, to może w tę stronę pójść?! Czemu nie. Po tej złotej myśli zaczynasz szukać zleceń, znajdujesz za 1 zł za 1000 znaków i już pracujesz jako copywriter.

2. I tu przechodzimy do punktu drugiego. Takich jak ty jest wielu, uwierz – bardzo wielu. Napaleni szukają coraz większej ilości zleceń i znajdują w serwisach, które zawsze coś dla ciebie znajdą. Mało płatne, ale przecież jest. Bierzesz raz, drugi, wkręcasz się coraz bardziej, a na koniec miesiąca patrzysz na wypłatę i czujesz, jakby ktoś dał ci plaskacza w twarz. Takiego dość mocnego lub kuksańca w głowę. Myślisz, że to stan przejściowy i że będzie lepiej, a później z 2017 robi się nagle 2020, a ty dalej jesteś stałym bywalcem takich serwisów, ale niezmiennie mianujesz się copywriterem.

3. Historia nie ma morału, ma ciąg dalszy. Każdego roku tysiące psychologów, socjologów, politologów, filozofów, kulturoznawców itd. kończy swoje studia, dumnie odbierając dyplom, tzn. bilet do pośredniaka. Po kilku miesiącach bolesna prawda zaczyna docierać, że oto pustka zawitała w twoim życiu, nie czeka cię żadna przyszłość. Co możesz zrobić? Oferty pracy, jakie są, takie są, a ty przecież nie umiesz liczyć, sprzedawać czy nawet roznosić talerzy ze schabowym, bo tego nie nauczyli cię na studiach. Ktoś ci powiedział: pisz, łatwy zarobek. I piszesz, twój znajomy też, także twoja znajoma. Może dla ułatwienia odmieńmy to przez osoby: ja piszę, ty piszesz on/ona/ono pisze, my piszemy, wy piszecie, oni/one piszą.

I tak to się kręci. Każdy może określić się copywriterem, klienci się cieszą, bo mają wybór między stawkami 20 gr a 100 zł za 1000 znaków.

Nic nie reguluje zawodu copywritera, żaden dokument.

Koniec końców, wielu klientów nie szanuje tego zawodu, bo jak można kogoś szanować, gdy wycenia swoją pracę na kilka groszy.

Dziękuję za uwagę.

4 komentarze

  1. Szacunek. Duże słowo.
    Jednak niewiązałbym go ze stawką, za którą człowiek godzi się pracować, bo wtedy musiałbym coi najmniej żywić pogardę dla wszystkich, którzy za mniej pracują, z różnych powodów.

    Mam natomiast takie przykłady.
    Był sobie tekściarz, co życzył sobie za tekst 200 złotych. Ą i Ę, że co to nie on.
    Po miesiącu okazało się, że jego tekst przeczytało może ze 30 osób, i żadna z nich nie poczuła się zainspirowana do podjęcia dyskusji w komentarzach.
    Albo pani, dziewczę sympatyczne, ponad 600 znajomych na fejsie. Gdy poinformowała, że napisała artykuł, polajkowało tę informację kilkadziesiąt osób, żeby być dokładnym 57.
    Ale tylko 11 z nich odwiedziło stronę z artykułem. Nawet nie chcę myśleć ile przeczytało.

    Do czego zmierzam?
    Jeśli przyjąć, że tekst jest narzędziem, za pomocą którego ten kto płaci, chce osiągnąć konkretny cel, to wartość tego tekstu nie jest mierzona wartością autora jako człowieka, jest mierzona wartością tego tekstu jako narzędzia, które zrealizowało powierzone zadanie lub też nie.
    Niestety, rzadko kto ma odwagę się z tym zmierzyć i wziąć pieniądze adekwatne do rezultatów. Gdy chodzi o wypłatę własną wszyscy zgrabnie pomijają temat efektywności, przekonując, że zapłata należy się za starania.

    • Dziękuję za głos w dyskusji.

      Zgadzam się, że niewielu jest copywriterów, którzy zgodziliby się tworzyć treści, za które wypłata jest zależna od efektu. To niestety nie działa w każdej branży, zależy też od relacji na linii copywriter-klient. Czasami jest tak, jak Pan mówi: copywriter jest z przypadku (co de facto odnosi się to do tezy zawartej w moim artykule, że copywriterem może zostać każdy), nic nie wie na temat pisania, no może poza tym, co przeczytał w internecie, czy usłyszał na języku polskim (jak uważał!). Nie ma jednak w sobie, jak to piękne określiła moja koleżanka po fachu – „iskry bożej” – nie ma więc szans na stworzenie czegoś lepszego, bardziej wciągającego niż zwykły, standardowy, ogólnie bez rewelacji tekst.

      Mamy też drugą stronę – klienta, który czasami nie wie, czego chce, nie wie czym jego firma ma się wyróżnić, w jaką niszę wejść na rynek, jak się przedstawić w odniesieniu do postaci, symbolów, znaczeń (storytelling), to i ten copy nie pomoże. Problem jest więc po dwóch stronach, ale nie będę bronił swojej pozycji, bo widzę wady całego rynku.

      Osobiście nie wierzę w teksty sprzedażowe, bardziej celuje w strategię content marketingową i storytelling, dzięki którym można zbudować długofalową strategię dla każdej firmy. Oczywiście to jednak wymaga czasu i pieniędzy, a nie każdy klient jest na to gotowy. Często więc liczy się szybki efekt i jeden tekst, który ma zdziałać cuda.

      Pozdrawiam serdecznie
      Miło, że się Pan odezwał.
      Tomasz Jedoń

  2. W UK można zdobyć jakieś papiery i kwalifikacje na copywritera. Nie jest to wymogiem, ale wtedy jesteś bardziej wiarygodny kończąc kurs i mając jakiś papier.

    • Myślę, że u nas też by to się przydało. Oczywiście musiałaby to nadzorować jakaś poważna instytucja, która weryfikuje, czy dana osoba nadaje się do tego zawodu.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *