Navigation Menu+

Tydzień copywritera. Od nicponia do hultaja

Wysłane Paź 25, 2016 przez | Copywriting

Mityczny poniedziałek, oczekiwany piątek. Planety oddalone od siebie niby o lata świetlne, a jednak bliskie jak rodzeństwo. Brat i siostra, życiodajna pętla, która czasami zaciska się na szyi, obieg, dzięki któremu funkcjonujemy, ale i czujemy się zamknięci, film, który czasami zaskakuje, chociaż znamy go doskonale. Tydzień, jaki jest, każdy widzi, od poniedziałku do piątku przeżywamy różne stany. Jak je określić, jak opisać tydzień copywritera?

Poniedziałek to nicpoń, bo nic po nim. Nic od niego nie oczekujemy, on od nas też nic. Możemy na siebie spoglądać bez słowa przez cały dzień. Taki nicpoń jest jednak zdradliwy, bo nic oznacza poważną awarię – czekające w kolejce zadania do wykonania. Są copywriterzy, którzy doskonale sobie radzą bez nicponia, udają, że go nie ma, że takie nic… Na dłuższą metę może jednak zabraknąć tej postaci, a wraz z tym stracimy i my. Rada więc jest taka, że choć jest niesforny i często kąsa, warto go zaakceptować i przygarnąć, a jeśli nie to można przedłużyć weekendową sielankę, mając na uwadze, że trzeba będzie zaprzyjaźnić się z…

Numerantem! O tak zaczynaliśmy odliczać, a to znak, że pętla zmierza w tę właściwą stronę. Numerant jako odpowiednik wtorku daje do zrozumienia, że zaczęło się odliczanie nie tylko do weekendu, ale też czasu, który mamy na wykonanie zadań. Olaliśmy nicponia, ale w zamian za to wskazówka ruszyła i już nie ma czasu na leżenie pod gruszą czy coś tym stylu.

W środę łapiemy w pół łapserdaka. Postać nietuzinkowa, niby centrum, nieśpieszno mu do skrajności, ale jednak zażarty negocjator, który zgadza się na złapanie, ale pod warunkiem, że damy coś od siebie. Jak dobrze się z nim dogadamy, to możemy być pewni, że wjedziemy na autostradę prowadzącą do tej lepszej części tygodnia. Ruszamy jednak z drogi polnej, na której jest pełno kamieni, błota i dziur. Chcemy przyspieszyć, by dopaść łapserdaka, ale nie jest to łatwy cel, musimy uzbroić się w cierpliwość, bo jak się kończy środa to już ponad połowa tygodnia za nami.

No ale tam ten bumelant czeka, ten czwartek, który powinien być piątkiem. Dopada nas ten skurczybyk i namawia, by zostawić, odłożyć, bo już koniec, bo fajrant, bo odrobimy w przyszłym tygodniu. Trzeba mieć silną wolę, by sobie z nim poradzić i wyjść z tego cało. Jest jedno zaklęcie, z którym nie może sobie poradzić. Na jednym wydechu powiedzmy to dobitnie: “Bumelant to dezerter z frontu walki o pokój i silną Polskę”*, a on zaraz zniknie, schowa się do notesika Pana Jana Tarasina, człowieka, który powołał go do życia.

bumelant

My zaś szybkim susem doganiamy hultaja, którego zawsze ciężko zatrzymać. To żywioł, w piątek dopiero się rozkręca, ale zabawia przez trzy dni. Nie zwraca na nas uwagi, my za to tak, bo chcemy, jak on. Wiemy jednak, że jeszcze chwila, jeszcze moment. Niestety czasami ucieka, a my zostajemy w tym samym miejscu aż do poniedziałku.

* Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bumelant

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *