Navigation Menu+

Żar leje się z nieba, a szum informacyjny z Internetu

Wysłane Paź 8, 2016 przez | Copywriting

Skup się! Przed Tobą kolejna porcja informacji. Tak, informacji – czyli bohaterów dzisiejszego artykułu. A konkretniej mówiąc: natłoku informacji. Znasz to z własnego doświadczenia? Jesteś zmęczony przesytem komunikacyjnym, lejącymi się jak żar z nieba nowymi – ważnymi i mniej ważnymi – informacjami? Tak? Znasz więc znakomicie zjawisko, które nazywa się attention crash (syndrom zmęczenia informacją).

Przytoczę fakty. Sam oceń.

Każdego dnia jesteśmy wręcz zasypywani, zalewani, atakowani przez słowa. Codziennie „spożywamy” około 100 500 słów, a wartość ta odpowiada 34 GB informacji.

Daje nam to wzrost o ponad 350% od roku 1980…

Masz ochotę być na czasie, chcesz wszystko przeczytać i wszystko wiedzieć? Muszę Cię zasmucić – potrzebujesz na to… 300 tysięcy lat (mowa tylko o Internecie. A co w sytuacji, gdyby poświęcić dodatkowo czas na książki? Lepiej nie liczyć).

Najgorzej w tej materii wypada informacja ogólna czy zupełnie nieistotna. Można ja porównać do wielkiej lawiny, w której zlewa się wszystko, której nie sposób zatrzymać, nie mówiąc o jej ujarzmieniu.

Każdego miesiąca jesteśmy „wzbogacani” tyloma informacjami, ile nasi dziadkowie przez całe życie.

Przykładowo, w każdym z numerów New York Timesa znajdziesz więcej informacji, niż przeciętny zjadacz chleba siedemnastowiecznej Anglii był w stanie zmagazynować w ciągu całego życia.

Wiesz, ile treści napisano w 2010 roku? Tak dużo, oj bardzo dużo. W przybliżeniu tyle, ile od początku świata do 2003 roku…

Uff, dość! Jak dla mnie wystarczy, choć przyznam szczerze, że jakkolwiek jest to przerażające, budzi też niezdrową fascynację. W jakich przyszło nam żyć czasach!

Dawniej i dziś

Tym jest właśnie attention crash – jak sformułował to psycholog David Lewis – zjawisko to powoduje, że coraz większa liczba osób nie jest w stanie przyswoić nowych wiadomości. Co więcej, pojawia się problem ze zrozumieniem najprostszych komunikatów. W konsekwencji niemożliwa jest odpowiednia selekcja napływających informacji. Jesteśmy dosłownie zalewani przez kolejne fale brudnej pseudoinformacyjnej wody.

Dawniej było łatwiej. Człowiek rodził się i umierał, przyswajając tyle informacji, ile jego przodkowie. Nawet (z naturalnych względów), jeśli była to większa ilość komunikatów, jej skala, wzrost nie był tak diametralnie wyraźny.

Człowiek dostawał komunikaty, które pozwalały mu przetrwać, uczył się fachu od ojca, później przekazywał swoją wiedzę swojemu potomstwu (jeśli oczywiście dotrwał do tych czasów).

Znał otaczający świat, wiedział, czego się można spodziewać. Oczywiście, w dawnych czasach  zdarzały się rewolucje i wojny, które burzyły zastany porządek. Wywracało to do góry nogami proste informacyjnie, uporządkowane życie. Niemniej, dzisiejsza rewolucja jest cicha, jest fajna i modna. Wchodzimy w nią, nie zdając sobie sprawę z ogromu jej skali.

Recepta?

Najbardziej skuteczną bronią w walce z zalewającą informacją jest jej odpowiednia selekcja. Jak to zrobić? Starać się korzystać z tylko wartościowych źródeł informacji. Jeszcze lepiej, żeby zamienić zwykłą informację w wartościową wiedzę.

Dla wielu nie będzie to łatwe, a powodów jest wiele: bak czasu, chęci, motywacji. Brak wiedzy i umiejętności.

I tu również pojawia się miejsce dla copywriterów, dla ludzi, którzy pracują ze słowem, wyławiają je z odmętów bezwartościowych stwierdzeń, nadają odpowiedniego sensu każdemu ze stwierdzeń.

To jest przyszłość, opanować szum informacyjny, ogarnąć pędzącą treść, złapać kontekst, by przekazać go w ciekawej, uporządkowanej formie. Nie dać się attention crash!

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *